Mazury kwatery
Być może skierował lufę na mnie i wypali prędzej niż ja. Muszę temu zapobiec stosując strzał biodrowy. Siedzę przy tym spokojnie i beztrosko, jak teraz. Chwytam za strzelbę i podnoszę nieco, jak gdybym chciał ją oglądać lub się nią bawić. Opuszczam — tak jak to teraz robię — głowę, niby spoglądam na dół, ale oczy schowane w cieniu kapelusza wbijam w cel właśnie tak, jak to robimy teraz z Winnetou.— Ale przyjrzyj się dokładniej temu domowi! Czy w bramie nie stoi człowiek? — Ależ tak! W każdym razie tak to wygląda. Ale teraz już znikł. To mógł być tylko cień. — Tak? Gdzie jest cień ludzki, tam musi być też i człowiek. A kiedy cień znikł, mazury kwatery albo słońce się skryło, albo ten, który rzucał cień. Słońce jeszcze świeci, a więc odszedł człowiek. Zaraz zobaczymy, dokąd. Zbliżyli się do budynku i stwierdzili, że nie jest dziełem ludzkich rąk, ale przypadkowym tworem natury.
— To może być drapieżnik! — Opos być drapieżnik, żreć ptaki i inne małe zwierzęta, ale pan Bob go złapać! — krzyknął w odpowiedzi Murzyn biegnąc za tropem. Myśl o smakołyku kazała mu zapomnieć o przezorności. Marcin poszedł za nim, aby w razie potrzeby pośpieszyć z pomocą, ale Murzyn wyprzedził go na znaczną odległość. Doszli do skraju lasu. Grunt wznosił się równie stromo po tej stronie doliny, jak po drugiej. Jezdnia asfaltowa jasno oznacza kolorowe harmonogramy.